Mam 55 lat. Dużo? Mało? Pewnie każda z Was spojrzałaby na to inaczej. Mam 160 cm wzrostu i tu już nie ma wątpliwości, jestem raczej niska. Ale „sięgam głową ponad stół” 😉 Dodajcie rozmiar XL i oto macie mój wizerunek. Wiem, co pojawia się w Waszych głowach po przeczytaniu takiego opisu. Widziałam ten obraz w swojej głowie przez wiele lat. Tak, właśnie w głowie. Bo lustro omijałam wzrokiem. Ale to już przeszłość. Coś sprawiło, że inaczej patrzę na moje ciało. Jestem z niego dumna. Opowiem Wam jednak wszystko po kolei.

Historia powtórzona

Moja historia jest, no cóż… banalna. Na pewno każda z Was zna kogoś, kto też tak miał. A może Wam samym los napisał podobną historię? Gdy byłam młoda wzięłam ślub. Byłam szczęśliwa. Urodziłam dwie córki. Mieszkaliśmy z mężem w małym mieście w Polsce, układało nam się różnie, jak to w życiu. Pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, więc nie bardzo miałam czas zastanawiać się nad swoim życiem. Nim się obejrzałam, od naszego ślubu minęło 21 lat! Szmat czasu. Wiele rzeczy mi przez te lata umknęło. Także to, że przez ostatnie 8 z nich mąż mnie zdradzał. Naturalnie wszyscy wiedzieli. Wszyscy prócz mnie. 8 lat! Chyba nie muszę Wam mówić, co to zrobiło z moim poczuciem własnej wartości?  Rozwiodłam się. Jeśli wcześniej myślałam, że pracuję ciężko, od tamtej pory było jeszcze gorzej. W sumie pracowałam w 3 firmach, nie oszczędzałam się także w niedzielę. Wychowywałam dwie dorastające córki. Chciałam, żeby niczego im nie brakowało. Ale brakowało – czasu, który mogłybyśmy spędzać razem. Ostatecznie dziewczyny dorosły, naturalna kolej rzeczy. Ja związałam się z nowym partnerem. I miałam dość. Tej szarej rzeczywistości, tej harówki, po której ledwie udawało mi się związać koniec z końcem. Razem z Pawłem postanowiliśmy wyjechać. Nowy dom Miałam przyjaciółkę w Holandii. Często u niej bywałam. To właśnie tam postanowiliśmy zacząć życie od  nowa. Znajomi pukali się w czoło. Młodzi wyjeżdżają, wiadomo. Ale Ty, na stare lata? Stare lata! Ileż ich zmarnowałam słuchając takich słów! Nie od początku było łatwo. Nie znałam języka, nie tylko Holenderskiego, także angielski bardzo u mnie kulał. Pierwsza praca, którą dostałam była mało płatna. Ale miałam szczęście, że miałam życzliwą przyjaciółkę, która ugościła nas w pierwszych miesiącach. I miałam siłę. Postanowiłam, że dam sobie radę i dałam. Dostałam lepszą pracę. Kupiliśmy i wyremontowaliśmy dom. Wymieniliśmy w nim każde drzwi, każde okno! Oboje z Pawłem pracujemy na jeden etat i wystarcza nam na wszystko, czego potrzebujemy. Nie jesteśmy bogaci, ale jeździmy na wakacje, zwiedzamy świat, pomagam córkom. Wreszcie żyję godnie, nie pędząc w wyścigu szczurów. Sukces, prawda? Jednak z tyłu głowy wciąż pozostała myśl: „Ktoś wymienił cię na lepszy model, jesteś stara i brzydka”.

Co komu wypada

Byłam konsultantką Mary Kay. Miałyśmy spotkanie online z dyrektorkami regionalnymi. U jednej z nich wypatrzyłam „jakieś dziwne coś”. Jakieś paseczki wystawały jej spod bluzki, powyżej biustu, no nie widziałam wcześniej takich, co to kurczę jest? Skoro nie wiedziałam, to zapytałam. Może to i wścibstwo, ale i tak lepsze niż gapienie się babce w dekolt przez całe spotkanie. Tak sobie wtedy pomyślałam. Okazało się, że to „jakieś dziwne coś” to element biustonosza firmy Li Parie. Uznałam- ok, popatrzę. Zajrzałam na stronę. Pierwsze zaskoczenie – polska firma. Brzmi bardziej jak zagraniczna, strzelałam, że francuska… Pierwsza zakładka z brzegu- „Perfect Lingerie”. Trochę klasyka, a trochę takie… hm, odważne. Zobaczmy, co tam dalej mają – „Open Zone”. Tu to się najpierw zawstydziłam oglądać. Zerknęłam przez ramię, czy nie kręci się za mną Paweł, bo co sobie pomyśli?! Paseczki fajne, ale toż to prócz pasków nic nie ma! Ale w sumie… od patrzenia nic się jeszcze nikomu nie stało. Oglądałam i oglądałam. Nie wszystko jest dla każdego. Ale to może trochę dla mnie? Jakoś tak zapragnęłam coś zamówić, cokolwiek. Tylko czy w takim sklepie będzie w ogóle mój rozmiar? I jaki on właściwie jest??

Video – porada

Trochę włożyłam myśl o nowej bieliźnie do szufladki „możesz pomarzyć”. Na zdjęciach same młode kobiety, szczupłe, zgrabne. A ja nawet nie mam jak tego przymierzyć. Ile bym się nie mierzyła, nie połapię się w rozmiarówce. Do każdego biustonosza muszę doczepiać przedłużkę, specjalnie kupiłam ich kilka jeszcze w Polsce. Wtedy okazało się, że firma proponuje Video – porady. Postanowiłam spróbować. Pogadamy, może mi coś doradzą? Na poradę umówiłam się z Jolą Lewicką. Zapomniałam oczywiście o umówionym terminie i telefon rozdzwonił się akurat, kiedy czerwona jak upiór ganiałam po piętrach opróżniając szafę z nadmiaru ciuchów i wynosząc je do garażu. Odebrałam. Spojrzała na mnie elegancka kobieta w nienagannej fryzurze i dyskretnym makijażu. Cudnie. Telefon złośliwie zestawił jej wizerunek z moim własnym- gumisiowa Bunia po wybuchu soku z gumijagód, wypisz wymaluj! Chciałam odwołać, przełożyć. Ale Jola uspokoiła mnie „Spokojnie, napij się wody, ogarnij co tam potrzebujesz, poczekam”.

Bariery

Ja wiem, jak to zabrzmi. Zwykły marketing, tani chwyt reklamowy. Ale to spotkanie naprawdę coś we mnie zmieniło. Okazało się, że video – porada to nie jakaś tam rozmowa. Jola poprosiła, żebym rozebrała się do stanika i pokazała do kamerki z przodu i z boku. Przypomnijcie sobie, jak czujecie się w przebieralni w sklepie z bielizną? Ja jestem czerwona ze wstydu już kiedy zdejmuję bluzkę. Po odpięciu stanika czym prędzej nakładam kolejny i tylko szybko zerkam w lustro, modląc się by nikt nie uchylił zasłony. Jeśli tylko bardzo nie pije, a piersi z niego nie wyskakują, lecę z nim do kasy, zawstydzona jak wtedy, gdy jako nastolatka kupowałam Durexy w aptece. A ta kobieta prosi bym ot tak się przed nią rozebrała. Szalona chyba! Zaśmiałam się, ale Jola widziała, co mi tak naprawdę w duszy gra. Niejedną taką już przejrzała na wskroś. „Iza, wyluzuj! Jesteś piękną kobietą, naprawdę. To jaki nosisz rozmiar nie jest najważniejsze. Masz piękne kobiece kształty.” Brzmi jak kolejny banał? Dla mnie nie brzmiało. Sama w to nie uwierzyłam, ale widziałam, że Jola wierzy w każde słowo, które wypowiedziała. Zdjęłam bluzkę. Chciało mi się płakać. Od lat wychodząc spod prysznica, omijałam lustro wzrokiem, a teraz miałam wszystko przed sobą, w kamerce. Przy Joli czułam się brzydka. Chyba czułabym się tak wtedy przy każdym. Jola nie komentowała niczego. Zajęła się tym, po co się spotkałyśmy, brafittingiem. Wyciągnęła kilka modeli biustonoszy i fig, przymierzała je i prezentowała na sobie. Przekonała mnie, że Li Parie jest dla wszystkich. Również, a może nawet w szczególności, dla kobiet takich jak ja. Zrobiłam pierwsze zamówienie i z niecierpliwością czekałam na paczkę.

Pretty Woman

W końcu przyszła, pięknie zapakowana! Odsunęłam bibuły, wyjęłam bieliznę i pobiegłam przymierzać. Zamówiłam wtedy: biustonosz i majteczki Black Jack – komplet z czarnej ekologicznej skóry, komplet bielizny w panterkę (stanik Panther Balconette i majtki Panther z wysoką talią), sukienkę tubę i body. Kosztowało to niemało, ale stać mnie było na szaleństwa! Stanęłam przed lustrem. Rozmiar był dobrany perfekcyjnie, ale w tamtej chwili nawet o tym nie pomyślałam. Patrzyłam na swoje odbicie i nie mogłam uwierzyć. To ja? To naprawdę jestem ja! Nigdy, nawet trzydzieści lat temu nie czułam się tak kobieca i pociągająca. Do diabła, sama bym na siebie poleciała!

Gdzie zaczyna się piękno

Oprócz ubrań zamówiłam też wtedy książkę Body Book, autorstwa Joli Lewickiej właśnie. Książka jest trochę o tym, że każda z nas ma w sobie to piękno. Ale nikt go nie zobaczy, jeśli my same go nie widzimy. Już nie boję się patrzeć na swoje ciało. Zaakceptowałam je i pokochałam. Przeszłam z nim dorastanie, miłości i smutki, dało mi dwie córki i pozwoliło mi je wykarmić. Jest piękne, teraz wiem to na pewno. Noszę już tylko bieliznę z Li Parie. I chociaż jej nie widać (no chyba, że akurat chcę, by było inaczej;), wszyscy w moim otoczeniu zauważyli przemianę. Idąc po ulicy, opalając się w stroju kąpielowym (notabene też z Li Parie) czuję, że ściągam spojrzenia. Bije ode mnie blask!

Let’s go girls!

Zostałam ambasadorką Li Parie w Holandii, ponieważ jej założycielki Jola Lewicka i Marta Małecka przekonały mnie do swojej misji. Moja historia jest pierwszą, którą tu czytasz, ale nie będzie jedyną. Może i Ty zechcesz dopisać swoją? Każdy wie, jak różne jesteśmy my – kobiety. Wszystkie nas jednak łączy piękno.  Jeśli tylko sobie na to pozwolisz, Ty także możesz się o tym przekonać.

Li Parie

Dołącz do listy Jak tylko produkt powróci na stan poinformujemy Cię w wiadomości e-mail. Wybierając opcję “ Powiadom mnie o dostępności” akceptujesz REGULAMIN I POLITYKĘ PRYWATNOŚCI oraz upoważniasz nas do przetwarzania Twoich danych w celu informowania Cię o naszych produktach.
Twój koszyk
Brak produktów w koszyku!
Wróć do zakupów
0